„Premier Donald Tusk nie miał czasu na spacer po Lwowie. A szkoda” – napisał na portalu X Leszek Miller.
Donald Tusk spotkał się we Lwowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Na zorganizowanej z tej okazji konferencji prasowej zaapelował do polityków państw zachodnich o zintensyfikowanie wsparcia dla naszego wschodniego sąsiada. Zaapelował: „przestańcie spekulować o możliwej przegranej Ukrainy. To nie ma nic wspólnego z faktami”. Stwierdził również, że dobrą stroną toczącego się między Rosją a Ukrainą konfliktu jest zacieśnienie się relacji Warszawy z Kijowem. Tusk zaakcentował wzrost wzajemnego zrozumienia dwóch narodów oraz wzmocnienie poczucia wzajemnej solidarności.
Były premier obszernie zareagował na przemówienie Donalda Tuska wygłoszonego podczas jego odwiedzin we Lwowie. Zareagował szczególnie na fragment dotyczący wzajemnego zrozumienia się Polaków i Ukraińców – odniósł się do obecnych we lwowskiej przestrzeni publicznej symboli i artefaktów. Wypowiedź Leszka Millera nie pierwszy raz narusza zasady funkcjonującej w Polsce autocenzury i poprawności politycznej.
„Pogoda nie sprzyjała, premier nie miał też czasu na spacer po Lwowie. A szkoda. Mógł na przykład przemierzyć jedną z głównych ulic miasta – reprezentacyjną arterię imienia Stepana Bandery. Tam zobaczyć wysoką na 30 metrów kolumnadę i pomnik Bandery, przedstawiający go w lekko rozwianym płaszczu. Idąc dalej mógł dostrzec ulicę Jewhena Konowalca, założyciela i pierwszego dowódcę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), która odegrała kluczową rolę w kształtowaniu ukraińskiego nacjonalizmu w XX wieku. W Polsce międzywojennej ta struktura prowadziła krwawą działalność terrorystyczną. Rada Miejska Lwowa uznała, że jedna ulica to za mało zatem na terenie Politechniki Lwowskiej stanie pomnik godnie upamiętniający czyn zbrojny i dorobek intelektualny tego bojownika” – napisał polityk w poście opublikowanym 18 grudnia w serwerze X.
Wpis kontynuował w oparciu o opis kolejnych „zapalnych” punktów na mapie Lwowa: „Idąc dalej promenadą imienia Bandery pan premier mógł minąć skrzyżowanie z aleją Bohaterów UPA. Tak, to ta organizacja, która wyrżnęła na Wołyniu i Galicji Wschodniej 120 tysięcy Polaków, głównie starców, kobiety i dzieci. Bohaterów, którzy sprawnie posługiwali się siekierami, widłami, kosami, piłami, młotami czy zwykłymi drągami o czym świadczą polskie kości rozwleczone po polach, lasach, łąkach, studniach czy zakopane w dołach śmierci przysypanych stertami śmieci”.
W dalszej części były premier odniósł się też do oddawania we Lwowie czci zbrodniarzowi Romanowi Szuchewyczowi: „Pan premier mógłby też zobaczyć miejsce, w które 1 stycznia tego roku trafił rosyjski dron niszcząc muzeum dowódcy UPA Romana Szuchewycza. Mer Lwowa Andrij Sadowy chętnie goszczony na salonach warszawskich niezwłocznie poinformował, że wkrótce po zwycięstwie ruszy odbudowa tej ważnej placówki. Generał i głównodowodzący UPA oprócz swojej ulicy i postumentu, doczeka się zatem ponownego otwarcia muzeum. Być może Polska delegacja wzięłaby udział w tej ceremonii? Choć z drugiej strony kombatanci UPA mogliby być rozczarowani, że jednak nie wszyscy Polacy zostali wymordowani” – pisał.
„Wracając do Szuchewycza – to on wydał rozkaz etnicznego oczyszczenia Wołynia z Polaków, co oznaczało fizyczną eliminację ludności, niszczenie wsi oraz brutalne akty przemocy. Celem było wymordowanie i wymuszenie ucieczki Polaków. Stworzenie tym samym jednolitego etnicznie państwa ukraińskiego, zgodnie z ideologią OUN-UPA, która traktowała Polaków, Żydów, Rosjan i inne narodowości jako «wrogie elementy». Współczesna Ukraina czci takich bohaterów. Premier Tusk nie miał okazji zapoznać się z tymi symbolami chwały. Nie szkodzi, może innym razem” – konstatował Miller.