Ceny paliw w Polsce rosną w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie, a rząd wciąż nie obniża podatków na benzynę i olej napędowy. Janusz Szewczak, ekonomista i były członek zarządu Orlenu, podkreśla, że koncern zarabia na obecnej sytuacji ogromne kwoty, a władze państwa zdają się ignorować skutki dla kierowców i społeczeństwa. Diesel na niektórych stacjach kosztuje już blisko 9 zł, a mimo to protesty społeczne są niewielkie.
Brak reakcji rządu na wzrost cen
Szewczak krytykuje rząd za brak reakcji na przewidywalny wzrost cen paliw. Ostrzega, że problemy z ropą i zakłóceniami w dostawach mogą się pogłębiać, a oczekiwanie, że sytuacja szybko minie, jest ryzykowne. Inne kraje reagują szybciej, wprowadzając ograniczenia lub obniżki podatków, co pozwala łagodzić napięcia społeczne.
Szkody na gospodarce
Wzrost cen paliw uderza nie tylko w kierowców, ale też w rolników, transport i przemysł chemiczny. Wyższe koszty diesla i gazu przełożą się na droższe produkty spożywcze, nawozy i transport towarów. Ekonomista ostrzega, że brak działań rządu w połączeniu z wysokimi cenami paliwa może poważnie zaszkodzić gospodarce i spowodować dalsze problemy finansowe państwa.
Jakie prognozy na przyszłość?
Choć rząd zapowiada możliwe zmiany podatkowe, ich skuteczność stoi pod znakiem zapytania, zwłaszcza w obliczu potencjalnej eskalacji konfliktu w Zatoce Perskiej. Szewczak zaznacza, że wysokie ceny paliwa obniżą konsumpcję Polaków, co przełoży się na niższe wpływy z podatków i konieczność nowelizacji już dużego deficytu budżetowego. Sytuacja może prowadzić do poważnego kryzysu finansów publicznych jeszcze w tym roku.
źródło: DoRzeczy


