Sąd Okręgowy w Krakowie postanawia oddalić protest referendalny Edwarda Nowaka – przekazał sędzia Piotr Maziarz.
Sąd postanowił w sprawie protestu referendalnego
24 maja mieszkańcy zdecydowali o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska prezydenta Krakowa.
Rada Miasta pozostała. Frekwencja w głosowaniu była zbyt niska, żeby odwołać radnych.
Do krakowskiego sądu wpłynęły protesty referendalne. Jeden z nich złożył Edward Nowak, znany opozycjonista z czasów PRL.
Początkiem czerwca w trakcie konferencji prasowej przekonywał, że podczas minionej ciszy referendalnej łamane było prawo.
Wskazywał, że dopuszczali się tego m.in. politycy, którzy byli zainteresowani zmianą władzy w Krakowie.
Z całą pewnością te osoby wiedziały, co robią. Zauważyłem wiele obrazków, zdjęć, filmów, stworzonych przy pomocy AI. W mediach społecznościowych rozpętała się brutalna akcja oszczercza i namawiająca do udziału w referendum. Udział był kluczowy, bo przekroczenie progu wyborczego rozstrzygało o wyniku referendum. Chciałbym się powyższym działaniom sprzeciwić w ramach złożonego protestu
– mówił
W środę 17 czerwca protestem zajął się krakowski sąd.
Wielomilionowe zasięgi publikacji
Pełnomocnicy wnioskodawcy przekonywali, że materiał dowodowy wskazuje na liczne przypadki łamania tzw. ciszy referendalnej. Wskazywali na duże zasięgi w mediach społecznościowych osób, które miały nawoływać do udziału w referendum.
Nie jesteśmy natomiast w stanie zaoferować sądowi konkretnych dowodów, które kategorycznie przesądzałyby o wpływie naruszeń na wynik referendum. Ale nie taka jest nasza rola. My mamy wykazać potencjalny wpływ tych naruszeń na frekwencję, a przez to na wynik głosowania
– mówili pełnomocnicy Nowaka
Wskazywali, że gdyby publikacje w mediach społecznościowych nie miały żadnego wpływu na frekwencję, to nie byłyby opublikowane.
Edward Nowak wskazywał na konkretnych polityków oraz powiązane z nimi konta, które miały łamać ciszę wyborczą
Padły nazwiska lokalnych oraz ogólnopolskich działaczy z różnych stron sceny politycznej.
Gdyby nie ta agitacja, zabrakłoby ok. 4 proc. głosów do odwołania prezydenta Krakowa
– wskazywał
Dodawał, że wynik referendum nie jest rzetelny i jednoznaczny. Wskazywał, że protest złożył również po to, aby podobne sytuacje nie powtarzały się w przyszłości.
Jego pełnomocnicy podkreślali, że domagają się częściowego unieważnienia referendum: w zakresie, który dotyczył odwołania prezydenta Krakowa.
Istotny wpływ na referendum
Komisarz wyborcza Dagmara Daniec-Cisło wniosła o oddalenie protestu. Przekonywała, że Edward Nowak nie uprawdopodobnił, że publikacje miały istotny wpływ na wynik referendum.
Podczas rozprawy odtworzono fragmenty materiałów filmowych, które według Edwarda Nowaka naruszały tzw. ciszę referendalną. Pojawiła się w nich m.in. oferta transportu do lokali wyborczych oraz, jak wskazywali pełnomocnicy, negatywna ocena prezydentury Aleksandra Miszalskiego.
Komisarz wyborcza oceniła, że przedstawione materiały filmowe miały w większości charakter informacyjny. Zwróciła uwagę, że udział w referendum był wolną wolą obywateli.
Natomiast zdaniem pełnomocników Edwarda Nowaka już samo powiedzenie – „idź na referendum” – było łamaniem ciszy.
Nikt nie był porywany z ulicy i doprowadzany do lokali referendalnych
– kontrowała komisarz
Kluczowa była frekwencja
Przed zamknięciem rozprawy mecenas Monika Rytlewska raz jeszcze podkreślała, że w lokalnym referendum kluczowa jest frekwencja. Dodawała, że cisza referendalna powinna dać obywatelowi przestrzeń do podjęcia samodzielnej i nieskrępowanej decyzji.
Zakaz agitacji musi obejmować wszystkie aktywne działania, niezależnie od formy
– mówiła pełnomocniczka Edwarda Nowaka
Reprezentujący go prawnicy podkreślali, że podawane były też dane o frekwencji, co nie powinno mieć miejsca.
Mieszkańcy byli informowani, że kilka dodatkowych procent może zaważyć na wyniku referendum i że istnieje realna szansa odwołania Aleksandra Miszalskiego. Ustawodawca takie działania chciał wyeliminować
– mówiła jedna z pełnomocniczek, odwołując się znów do ciszy referendalnej
Komisarz Dagmara Daniec-Cisło zwracała uwagę, że ustawa o referendum została uchwalona wiele lat temu, więc jej zapisy mogą nie nadążać za rozwojem mediów społecznościowych.
Podtrzymała wniosek o oddalenie protestu.
Szczegółowa analiza dowodów
Ostatecznie protest został oddalony. Sąd zapewnił, że szczegółowo przeanalizował zgromadzony materiał dowodowy. Stwierdził, że część wskazanych publikacji nie miała charakteru agitacji referendalnej.
W przypadku niektórych materiałów dowodowych nie udało się natomiast ustalić, czy zostały one opublikowane już w czasie obowiązywania ciszy referendalnej.
W dalszej części uzasadnienia sąd podkreślił, że zgromadzony materiał wskazuje na naruszenie ciszy referendalnej poprzez publikację szeregu materiałów o charakterze agitacyjnym.
Nie wykazano jednak ani nie uprawdopodobniono, że naruszenia te miały istotny wpływ na frekwencję, a przez to na wynik referendum
– argumentował sąd
Dzisiejsze orzeczenie nie jest prawomocne. Strony mają siedem dni na złożenie odwołania.
źródło: LoveKraków


