Dr Emil Jędrzejewski, w wywiadzie z Krzysztofem Stanowskim w „Godzinie Zero”, ujawnił szokujące informacje na temat Szpitala Południowego. „Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. I to jest sedno całego zamieszania” – mówił. Wspomniał również o znalezieniu martwego pacjenta, o którym zwyczajnie zapomniano.
Były ordynator chirurgii informował o całej sprawie Rafała Trzaskowskiego. Później został zwolniony.
Szokujące informacje na temat funkcjonowania szpitala w Warszawie
Przypomnijmy, że Szpital Południowy jest w całości pod zarządem władz Warszawy. Koordynatorem szpitalnego oddziału ratunkowego (SOR) w placówce był Dawid Kacprzyk, 28-letni lekarz w trakcie specjalizacji i były już radny Koalicji Obywatelskiej. Młody medyk tylko w 2025 r. zarobił 1,6 mln zł. Jego oświadczenie majątkowe wywołało falę oburzenia, a ta z kolei doprowadziła do ujawnienia tego, co działo się w Szpitalu Południowym. Chodzi m.in. o specjalną ścieżkę przyjęć dla polityków KO i ich rodzin oraz funkcjonowanie „saloniku VIP”.
Dr Jędrzejewski stwierdził, że Dawid Kacprzyk „traktuje ludzi jak fantomy, a jeżeli fantom się popsuł, to zmienia dokumentację, że on już był popsuty”.
To się kończy czymś, czego nie jestem w stanie zaakceptować. Tam giną ludzie, bo ktoś się uczy. I to jest sedno całego zamieszania
– powiedział
Pytany, co ma na myśli, wyjaśnił, że „w wyniku błędu lekarskiego doprowadzano do powikłań, które kończyły się letalnie”.
Zostawmy to, niech zajmie się tym prokuratura
– uciął były ordynator chirurgii w Szpitalu Południowym, dopytywany przez Stanowskiego o szczegóły
Dr Jędrzejewski o znajdywaniu martwych pacjentów
Po 3-4 godzinach ktoś sobie przypomina o tym, że jest pacjent [po tomografii – przy. red.] i znajduje tego pacjenta martwego. Z jakiegoś powodu pacjentowi martwemu wykonuje się tomografię. Tomografię się robi komuś, kto już nie żyje, po to, żeby coś tam markować, robić dokumentację. I to jest trochę tak, że o tym wie cały szpital. I nikt z tym nic nie robi
– mówił
Były ordynator informował władze o problemie
Dr Jędrzejewski alarmował władze szpitala o problemach na oddziale ratunkowym, co doprowadziło do konfliktu z formalnym i nieformalnym kierownictwem placówki.
Lekarz próbował osobiście zainteresować sprawą prezydenta Warszawy. Choć wysłał szczegółową wiadomość na WhatsAppie, do dziś na telefonie widnieją jedynie „dwie szare” kreski oznaczające brak odczytania lub ignorowanie wiadomości.
Krzysztof Stanowski podsumował interwencję lekarza wskazując, że system zareagował „w odwrotny sposób” – zamiast kontroli na oddziale, dwa miesiące po próbie kontaktu z ratuszem, ordynator stracił stanowisko.
źródło: zero.pl


