Wygląda na to, że sprawca fałszywego zgłoszenia w domu rodziny prezydenta miał dostęp do komunikacji pomiędzy polskimi służbami albo był cały czas w pobliżu i uważnie obserwował działania strażaków – ustaliła „Rzeczpospolita”.
Kulisy fałszywego alarmu w mieszkaniu mamy Nawrockiego
Według gazety, sprawca fałszywego alarmu dotyczącego mieszkania należącego do rodziny prezydenta Karola Nawrockiego miał wykorzystać tzw. „router cebulę”, służący do anonimizacji komunikacji w sieci.
Ten rodzaj maskowania utrudnia, a czasem wręcz uniemożliwia ustalenie, z jakiego IP, czyli z którego komputera czy z jakiego telefonu wysłano wiadomość lub wykonano połączenie. Co więcej, również z jakiego miejsca kraju czy świata wysłano SMS
– czytamy
Nazwa „cebula” odnosi się do tego, że potrafi mieć kilkadziesiąt, a może i więcej warstw zabezpieczenia maskowania tzw. numeru IP.
Nie można zidentyfikować właściciela tego urządzenia. To tak, jak w przypadku cebuli, gdy pod jedną warstwą jest kolejna i kolejna
– powiedział rozmówca „Rz” ze służb
Dziennik informuje, że śledczy badają również, czy osoba odpowiedzialna za zgłoszenie mogła mieć dostęp do komunikacji służb lub obserwować ich działania na miejscu.
Prowokatorzy nie tylko znali adres tego lokalu (znajduje się co prawda w oświadczeniu majątkowym prezydenta, jednak jest tam zanonimizowany), lecz nawet wiedzieli, że jest on wyłączony z ochrony SOP. (…) Ich działania wyglądały tak, jakby na bieżąco kontrolowali akcję służb i reagowali na ich działania
– napisano w artykule
Druga wiadomość spowodowała, że służby nie wycofały się z akcji
Jak czytamy, iedy pierwszy SMS nie odniósł skutku, po 15 minutach wysłali drugiego do Wojewódzkiego Centrum Powiadamiania Ratunkowego. Tym razem nie o pożarze, ale właśnie o dziecku, które nie daje oznak życia. To właśnie drugi SMS spowodował, że służby nie wycofały się z akcji po wstępnych oględzinach, ale zdecydowały się wyważyć drzwi do mieszkania.
Wygląda to tak, jakby inicjatorzy działań mieli dostęp do komunikacji pomiędzy służbami. Albo ktoś z nich był w rejonie, gdzie wszystko się rozgrywało i obserwował z zewnątrz działania strażaków i policjantów
– zwraca uwagę „Rz”
Dziennikarze ustalili, że z tego powodu policja zabezpieczyła okoliczny monitoring – z ulic i budynków. Śledztwo w tej sprawie prowadzi prokuratura. Zaangażowani są funkcjonariusze z Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC), Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), ale także wojskowi.
źródło: DoRzeczy


