Sąd Apelacyjny w Krakowie ostatecznie zamknął spór prawny wokół majowego głosowania nad odwołaniem Aleksandra Miszalskiego. Wyrzucenie do kosza ostatniej skargi dotyczącej łamania ciszy wyborczej otworzyło szefowi rządu formalną drogę do wyznaczenia terminu przedterminowych wyborów w stolicy Małopolski, a w stolicy dało impuls do podobnych działań.
Ostateczny wyrok sądu i polityczne konsekwencje w Krakowie
Decyzja Sądu Apelacyjnego ma charakter prawomocny i nie przysługuje od niej żaden środek odwoławczy, co definitywnie potwierdza ważność plebiscytu z 24 maja, w którym ponad 171 tysięcy mieszkańców opowiedziało się za zmianą na stanowisku włodarza miasta. Odrzucony protest zarzucał masowe naruszenia ciszy referendalnej w mediach społecznościowych, jednak wymiar sprawiedliwości uznał, że brak dowodów na ich bezpośredni wpływ na decyzje mieszkańców przy urnach. W efekcie premier Donald Tusk uzyskał pełne uprawnienie do ogłoszenia terminu przedterminowego wyścigu o fotel prezydenta Krakowa, w którym udział zapowiedziała już szeroka stawka kandydatów – od lokalnych społeczników, przez byłego szefa NIK, po przedstawicieli głównych sił politycznych.
Krakowskie domino sięga Warszawy – rusza zbiórka pod wnioskiem w stolicy
Ostateczne przypieczętowanie krakowskiego sukcesu przez sąd natychmiast przełożyło się na wzrost nastrojów referendalnych w innych częściach kraju, ze szczególnym uwzględnieniem Warszawy. Inicjatorzy działań lokalnych z Małopolski głośno deklarują solidarność ze stolicą, wskazując, że skuteczne odwołanie włodarza w jednym mieście jest dowodem na realną siłę obywatelskiego głosu. Sytuację tę wykorzystują warszawscy działacze ze Stołecznej Operacji Referendalnej, którzy uzyskując społeczny wiatr w żagle, rozpoczęli na ulicach wszystkich dzielnic Warszawy zbieranie 132 tysięcy podpisów niezbędnych do zorganizowania analogicznego głosowania nad odwołaniem Rafała Trzaskowskiego i Rady Miasta.
źródło: Polska Agencja Prasowa


